Czas płynie bardzo szybko, właściwie nie płynie, lecz pędzi w jakimś szaleńczym tempie. Zupełnie nierozumiałe ;-)) Dlatego długo czekaliśmy na możliwość skorzystania z jazdy na naszych ukochanych biegówkach. Było słonecznie, mroźno i wymagająco, ale nagroda czekała nie lada, bo zmagania narciarskie zakończyliśmy ogniskiem (przy -15'C), no taka sytuacja, co zrobić… :))
O tym co ważne i ważkie, mocne i miałkie. O życiu :)
wtorek, 31 stycznia 2012
niedziela, 8 stycznia 2012
Styczniowa niedziela, cztery lapy i my...
Po dość długim i męczącym tygodniu, w niedzielę postanowiliśmy przede wszystkim się wyspać (rzadka sposobność). Z doświadczenia jednak wiemy, że nigdzie nie naładujemy swoich baterii, jak w lesie. Niewiele myśląc spakowaliśmy się i już jesteśmy... close to the nature :-)
Najpierw było śniadanie, potem Kowalczykomania i wreszcie idziemy biegać. Jak nam poszło tym razem? Zważywszy na to, że Ania ma za sobą ponad tygodniową chorobę (jeszcze nie całkiem zaleczoną) - wyniki chyba są niezłe ;-)
Najpierw było śniadanie, potem Kowalczykomania i wreszcie idziemy biegać. Jak nam poszło tym razem? Zważywszy na to, że Ania ma za sobą ponad tygodniową chorobę (jeszcze nie całkiem zaleczoną) - wyniki chyba są niezłe ;-)
sobota, 7 stycznia 2012
Our Christmas 2011
Chciałbym wrócić jeszcze na chwilę do 2011 roku... Tak jakby wczoraj a zostało już tylko wspomnienie w naszych głowach i plany następnej podróży z naszym malamutem, który po raz kolejny udowodnił, że jest idealnym pasażerem na tylnej kanapie auta. Po prostu wszędzie, zawsze i byle razem z nami. Trochę się obawiałem tego wyjazdu czy uda nam się pogodzić psa i narty biegowe versus szaleństwa na stoku? Ale nie takie rzeczy ogarnialiśmy i okazało się, że dobry pies - to zmęczony pies :-) Wróciliśmy wypoczęci, z naładowanymi bateriami do pracy, a wyglądało to tak:
środa, 4 stycznia 2012
Time for jogging!!!
Dzisiaj już 04 styczeń 2012 r... Czas płynie szybko. Za szybko. W Nowym Roku wszystkim jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
Nowy Rok to także nowe wyzwania, nowe cele do osiągnięcia i nowe marzenia.
Nie chcę pisać, że też nowe postanowienia, lepiej chyba nic sobie nie postanawiać w Nowym roku, bo zazwyczaj postanowienia te spełzają na niczym. Tak przynajmniej twierdzi większość psychologów ;-)
Ja też nic nie obiecywałem sobie, ale w odróżnieniu do lat poprzednich, postanowiłem spróbować biegać razem z naszym malamutem. Wiem że to co zaraz zobaczycie, nie zwala z nóg, ale dla mnie to i tak już coś, po tak długiej przerwie.
Pozdrawiam M
Nowy Rok to także nowe wyzwania, nowe cele do osiągnięcia i nowe marzenia.
Nie chcę pisać, że też nowe postanowienia, lepiej chyba nic sobie nie postanawiać w Nowym roku, bo zazwyczaj postanowienia te spełzają na niczym. Tak przynajmniej twierdzi większość psychologów ;-)
Ja też nic nie obiecywałem sobie, ale w odróżnieniu do lat poprzednich, postanowiłem spróbować biegać razem z naszym malamutem. Wiem że to co zaraz zobaczycie, nie zwala z nóg, ale dla mnie to i tak już coś, po tak długiej przerwie.
Pozdrawiam M
sobota, 31 grudnia 2011
Podróż małżeńska... cz.2
Pierwsza podróż... małżeńska cz.1
Tak tak... tradycji stało się zadość. My też udaliśmy się na honey moon i wybraliśmy Cypr. Udało nam się zjechać cała wyspę z zachodu na wschód pomimo, że byliśmy tam tylko tydzień. Wróciliśmy zadowoleni, ale też nieco rozczarowani przytłaczającą liczbą turystów zza naszej wschodniej granicy, właściwie, to czuliśmy się jak w Rosji, gdyby nie zerkające na nas billboardy pisane w języku greckim i tureckim....
http://www.youtube.com/watch?v=mCtfRWEVipc
http://www.youtube.com/watch?v=mCtfRWEVipc
Decyzja zapadła...
Po kilku spędzonych latach wspólnego życia, poznawania się wzajemnie, budowania zaufania dojrzeliśmy do tego aby się pobrać. Musieliśmy się zmagać z różnymi trudnościami, które na szczęście dzisiaj są już odległą dla nas przeszłością. Za każdym razem gdy oglądam te zdjęcia przechodzą mi ciarki po plecach bo to wydarzenie było niesamowite i przed wszystkim bardzo
wyczekiwane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










